Dzielnica zamkowa

Dzisiaj trochę więcej o Budzie, tej historycznej.
Po zajęciu ojczyzny – tym terminem (honfoglalás) na Węgrzech określa się osiedlenie się plemion madziarskich w dolinie Dunaju – Buda nie od razu była głównym ośrodkiem administracyjnym. Węgierscy władcy panowali z Székesfehérváru (który w swej nazwie ma wpisaną stołeczność), a Esztergom pełnił funkcję duchowej stolicy, ponieważ miała tam siedzibę głowa węgierskiego kościoła katolickiego.
Tabán
Jednakże Buda powstać musiała gdyż miejsce na zbudowanie tam warowni było idealne: między Wzgórzem Zamkowym a Górą Gellérta istnieje wyraźne obniżenie terenu, łagodnie schodzące do Dunaju. W tym miejscu przekraczały rzekę handlowe trakty biegnące z północy na południe i ze wschodu na zachód. Budowę umocnień i siedziby królewskiej rozpoczął w XIII wieku król Béla IV.

Dzisiejszy turysta na zamkowe wzgórze najłatwiej dostanie się z trójkątnego placu Kálmána Szélla. Jest to komunikacyjne centrum całego prawobrzeża: plątanina torów tramwajowych i mnogość przystanków mogą trochę skołować tych, Szél Kalman térktórzy są tu pierwszy raz. Wszyscy spieszą się i w swym pośpiechu trawersują plac na sto różnych sposobów. By trafić na autobus zdążający na Zamek, należy wybrać jeden z nich: na południowo-zachodnim boku trójkątnego placu wspiąć się po schodkach na ulicę Várfok i odnaleźć rząd, zwykle kilku, małych ikarusów. Numer nie ma znaczenia, bowiem mogą być one oznaczone rysunkiem baszty.

Wsiadamy i jedziemy podziwiając jak dzielnie to przeładowane maleństwo wspina się pod górę. Kiedy autobus minie szlaban wysiądźmy na pierwszym przystanku. Warto wtedy wrócić dwa kroki i rzucić okiem na bramę, którą przejechaliśmy.Bécsi kapu To Brama Wiedeńska (Bécsi kapu), tędy wybiegał trakt do Wiednia, miasta jakże ważnego w węgierskiej historii.
Patrząc na jej bryłę, na postać anioła, która upamiętnia odbicie w 1686 roku Budy z rąk tureckich, nie przypuszczacie zapewne, że brama ta ma niecałe 80 lat, bowiem została odbudowana na wzór i kształt dawnej budowli na kilka lat przed 2. wojną światową.

Od Bramy Wiedeńskiej w głąb budzińskiej starówki można dojść kierując się prosto ulicą Fortuna lub skośnie w lewo ulicą Tancsicsa. My wybierzmy trzecią możliwość: pójdźmy całkiem w prawo ulicą Nádor.Mária Magdolna torony Po chwili dojdziemy do placu Jana Kapisztrána, by zobaczyć wspomniane w pierwszym odcinku ruiny kościoła Marii Magdaleny z zachowaną wieżą.

Z placu pójdźmy w lewo ulicą Úri (u nas nazywałaby się Pańska), by trochę okrężną drogą dotrzeć do centralnego placu starówki. Okrężną dlatego, że zawadzimy o deptak Árpáda Tótha, skąd możemy rzucić okiem na panoramę Budy bez Budy. Pierwsze, co wpada w oko, to ukształtowanie terenu. Drugie – sporo zieleni. Krisztiná városArchitektonicznie Krisztináváros (tak nazywa się ta część miasta) nie rzuca na kolana. Nad dachem z kominami możemy dostrzec bryłę budynku dworca Południowego – zaskakująco nowoczesna, jak na wyobrażenia budapeszteńskich dworców.

Centralny, a może raczej – najatrakcyjniejszy turystycznie plac dzielnicy Zamkowej nazywa się Szentháromság tér (Świętej Trójcy), a swą nazwę wywodzi zapewne od kolumny stojącej na jego środku. Kolumnę św. Trójcy mieszczanie postawili w 1706 roku po epidemii dżumy, która dotknęła miasto. Szentháromság tér Niestety kilka lat później Budę nawiedziła kolejna. Wówczas postanowili postawić jeszcze okazalszą, a tę pierwszą przekazać do Újlak, dziś w granicach Budapesztu. Symbolikę religijną i odniesienia do zarazy można znaleźć na płaskorzeźbach pomnika.

Od placu św. Trójcy do Zamku Królewskiego jest jeszcze kawałek drogi. Dzisiaj tam nie pójdziemy, bo sporo do zobaczenia jest w bliższej okolicy. Kolumna morowa stoi bezpośrednio przed kościołem Macieja (nie świętego Macieja!), a w głębi obok kościoła – monumentalny pomnik pierwszego króla Węgier Stefana I Świętego. Obaj ci królowie to wybitne postaci z panteonu władców Węgier. Obaj cieszą się ważnym miejscem w pamięci swych rodaków.
Rzućmy okiem na postać króla Stefana.Szent István szobra Kiedy odwiedza się Budę w sezonie turystycznym, można zauważyć, że i król, i jego wierzchowiec mają cały czas towarzystwo. Tłumy turystów odwiedzają to miejsce głównie dla jego walorów widokowych, które gwarantują mury Baszty Rybackiej. Baszta ta nie jest budowlą obronną. Wzniesiona została w latach milenium węgierskiej państwowości, czyli u schyłku XIX wieku, na miejscu targów rybnych i murów dawniej bronionych właśnie przez cech rybaków budzińskich. Dzisiaj jest to znakomite miejsce widokowe, skąd podziwiać można panoramę Pesztu od wyspy Małgorzaty, aż po ledwie widoczne w perspektywie mosty Wolności i Petöfiego.

Tuż obok kościoła Macieja w latach siedemdziesiątych XX wieku wybudowano nowoczesny hotel Hilton. Sporo było przy tym dyskusji o celowości umieszczania nowoczesnej budowli pośród historycznej zabudowy,Halászbástya és Hilton zwłaszcza, że bryła hotelu miała częścią panoramy wzgórza Zamkowego.
Patrząc na stojące obok siebie i kościół, i hotel nie trudno dojść do wniosku, że architektom udało się nie wprowadzać szoku i zestawienie gotyku bryły kościoła z elegancką i prostą linią ścian hotelu nie razi. Tak to wygląda od strony Dunaju. A kiedy spojrzeć od ulicy Fortuna…Hilton
…można zachwycić się pomysłowością i smakiem projektantów. Mnie to się spodobało: nowoczesny hotel na ruinach dawnej świątyni – stał tu kościół św. Mikołaja – a jej część wykorzystana tak pomysłowo.

Budapeszt jest pięknym miastem. Każda w nim wizyta dostarcza mi sporej dawki przyjemności. Nie jestem sam…

Pierwowzór powyższego tekstu powstał kilka lat temu, jako część cyklu popularyzującego Budapeszt na innym, zupełnie nie tematycznym forum.

Andrássy út

Dzisiaj przeskoczymy przez Dunaj i rozejrzymy się po alei Andrássy’ego. Mam nadzieję, że będzie to zachęta do spaceru tą aleją przy najbliższej nadarzającej się okazji. Nadmienię, że Andrássy út wpisana jest na listę dziedzictwa światowego UNESCO.
Aleja Andrássy’ego łączy śródmieście Pesztu z placem Bohaterów, o którym innym razem.
Jak widać jest to szeroka aleja, która po obu stronach obsadzona jest okazałymi drzewami. Kolumna w perspektywie alei to fragment pomnika Tysiąclecia, stojącego na placu Bohaterów, po węgiersku: Hösök téren. Aby być dokładnym muszę napisać, że aleja nie jest na swym całym przebiegu tak szeroka i zielona.
Aleję wytyczono w drugiej połowie XIX wieku; orędownikiem jej utworzenia był premier węgierskiego rządu, później minister SZ Austro-Węgier Gyula Andrássy. Do zabudowy alei zostali zaangażowani najlepsi ówcześni węgierscy architekci, między innymi Miklós Ybl, który – jeśli dobrze poszperać w dziejach peszteńskiej architektury – jest pewnie autorem połowy śródmieścia (Belváros).
Większość zabudowy alei powstała w stylu eklektycznym, który swe przepiękne oblicze pokazuje nam już u początku alei.
Rustykalne boniowania, kunsztowne wsporniki balkonów, kolumny robią wrażenie i przyciągają wzrok, choć jak widać – głównie turysty.


Frontowe fasady wielkich kamienic pozwalają na swobodną pracę wyobraźni: jakże przestronne muszą być wnętrza mające tak imponujące balkony!

Na pierwszym odcinku alei (od alei Bajcsy-Zsilinskyego do placu Oktogon) natrafimy na szczytowe osiągnięcie w twórczości Miklósa Ybla – siedzibę Opery Narodowej. OperaházJuż ten niewielki fragment pokazuje urok tego gmachu: delikatne zdobienia gzymsów, ozdobne bariery, kolumny w elewacji frontowej. Rzeźby wieńczące balustradę drugiego piętra przedstawiają największych kompozytorów w dziejach opery. Druga od prawej strony (widać ją na zdjęciu) to wizerunek Stanisława Moniuszki. Na zdjęciu nie widać za to rzeźb muz, związanych z teatrem. Jedną z nich zasłania stylowa latarnia, umiejscowiona przed efektownym podjazdem do opery.Węgrzy nazywają ten gmach Operaház – Dom Opery. Już tylko ten podjazd mógłby, moim zdaniem, uzasadniać nazwę Opera palota – Pałac Opery.

Oddalając się aleją Andrássy’ego od Śródmieścia, około 200 metrów za operą napotkamy dwa zaciszne place po jej obu stronach: trochę zieleni, ławeczki i już dwa kroki w głąb tych placów spokojniej, można usiąść, podumać, poczytać.
Jókai MórPlac po lewej to Jókai Mór tér. Mór Jókai był wybitnym pisarzem, a przez długi czas swego życia – również posłem do parlamentu ck. monarchii.
Czy pod pomnikiem wielkiego pisarza wypada nie przeczytać choćby strony jakiejkolwiek książki?

Ady EndrePodobne pytanie można sobie postawić po drugiej stronie alei. Tam bowiem z cokołu do lektury zachęca Endre Ady, poeta przełomu XIX i XX wieku, któremu literatura węgierska zawdzięcza wiele, ale który dzisiaj, w dobie dość wyraźnie podnoszącego głowę węgierskiego nacjonalizmu, partii Jobbik i bojówek Magyar gárda, popularny pewnie nie jest.
Dla porządku podam, że plac ten nie nazywa się Ady Endre tér, a Liszt Ferenc tér. Zatem nie poeta, a muzyk i kompozytor jest tu gospodarzem. Ma to związek ze znajdującą się na drugim końcu placu Akademią Muzyczną jego imienia.

Z obu placów już tylko krok do Oktogonu czyli ośmiokątnego placu, znajdującego się na skrzyżowaniu alei Andrássy’ego z Wielkim Bulwarem, który na tym odcinku nazywa się Teréz körút. Na Oktogonie stoi charakterystyczny zegar.

Podobnie jak w innych krajach (Polsce) nazewnictwo ulic na Węgrzech zmieniało się wraz z historią. Ciekawych obserwacji w tym zakresie dostarcza lektura przewodników turystycznych sprzed kilkudziesięciu lat.
Aleja, której częścią przespacerowaliśmy się dzisiaj, pierwotnie nazywała się Sugár czyli Promień. Później nazwę zmieniono na odwołującą się do jej orędownika – Andrássy út, po drugiej wojnie światowej, a jakże – Sztálin út, a później – Népköztársaság út czyli Republiki Ludowej. W 1990 roku powróciła do obecnej nazwy.

Pierwowzór powyższego tekstu powstał kilka lat temu, jako część cyklu popularyzującego Budapeszt na innym, zupełnie nie tematycznym forum.

Budapeszt – na początek…

Turyści przyjeżdżający do Budapesztu mają w planie zobaczyć kilka miejsc, będących wizytówkami miasta. A to: Wzgórze Zamkowe, górze Gellérta, wyspę Małgorzaty, Lasek Miejski – te miejsca znajdziemy w programie każdej, nawet najkrótszej wycieczki. Zabawmy się więc w typowego turystę i rzućmy okiem na te budapeszteńskie skarby.

Na początek dwa w jednym czyli wieczorna wizyta na wzgórzu, czy jak chcą inni – górze Gellérta. Jest to miejsce licznie odwiedzane przez turystów, o czym świadczyć może fakt, że parking mieszczący się przy jedynym wjeździe na górę, ulicą Szirtes, jest płatny CAŁĄ dobę. Jednak amatorów pieszych wycieczek, tych, którzy nie boją się wspinaczek serpentynami parkowych ścieżek, namawiam do wejścia od strony Dunaju, a początek alejek można znaleźć przy budzińskim przyczółku smukłego, białego mostu Elżbiety.
Tym, co mieści się na górze Gellérta zajmiemy się innym razem. Teraz rzućmy okiem na nocną panoramę Budy. Dziś tym mianem nazywa się całą prawobrzeżną część miasta, my spójrzmy na historyczną Budę.

Na pierwszym planie Zamek Królewski. Reprezentacyjna budowla, prawda? A nocna sceneria dodaje jej tylko uroku. To ujęcie nie oddaje ogromu budowli, jednak o tym, że Budavári Palota jest ogromny, świadczyć może średniowieczne porzekadło, które wymieniało trzy wielkie budowle: z marmuru – Mediolan, z kamienia – Buda, z błota – Marienburg.
Dzisiaj średniowieczny pałac zamkowy nie istnieje. Jego miejsce zajęła barokowa budowla, której budowę rozpoczęto w XVIII wieku. Różne były koleje losów zamku, kto ich ciekaw – znajdzie. Dzisiaj w Zamku Królewskim mieści się Galeria Narodowa i Muzeum Historii Budapesztu.

Tuż za Zamkiem widać bryłę i wieżę kościoła Macieja. Nie „świętego Macieja” jak mówią niektórzy polscy turyści, przyzwyczajeni do tego, że kościoły określa się mianem patrona. A kościół ten, będący kościołem koronacyjnym, jest pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Król Maciej Korwin brał tu dwukrotnie (!) ślub i miał znaczący wkład w rozwój tej świątyni.

Nieco bardziej w lewo widać jasno oświetlony prostokąt wieży, która pozostała po zniszczonym w czasie 2. wojny światowej kościele parafialnym zamkowej dzielnicy. Dzisiaj plac Jana Kapistrana zdobi tylko wieża Marii Magdaleny i zarys murów dawnego kościoła.

A wyżej, rozgwieżdżone niczym niebo, połacie Wzgórz Budzińskich, usiane światłami okien modnych i piekielnie drogich willi: posiadanie tam domu nobilituje.

O tym jak wygląda dzielnica zamkowa z bliska – następnym razem.